Historia pewnej nastolatki

(moja pierwsza) powieść w odcinkach

Alex #11

Posted By on Wrzesień 3, 2015 in Alex | 0 comments

***

Tak to jest, daj ugotować obiad mojemu bratu, a prędzej z głodu umrzesz.
-Aaaaaaaleeeeeeex!!!- usłyszałam krzyk James’a z kuchni.
Pobiegłam do niego szybko, bo byłam pewna, że coś sobie zrobił.
-Co się stało?- zawołałam kiedy tylko wpadłam do kuchni.
-Jak wygląda woda która się gotuje?- zapytał „jak gdyby nigdy nic” z miną małego dziecka i przepisem w ręce.
-Chyba coś ci kiedyś zrobię.- powiedziałam równie zła co rozbawiona.- Prawie pełnioletni, a nadal takich rzeczy nie wie.
-Prawie robi wielką różnicę.- wyszczerzył się do mnie.
Wywróciłam oczami, no ale co miałam zrobić, zabrałam mu wróżki z ręki i wrzuciłam do dawno już gotującej się wody.
-Widzisz te bombelki?- zapytałam wskazując wnętrze garnka.- To znak, że woda się gotuje, a teraz oddaj mi ten sos pomidorowy, bo prędzej wyląduje na podłodze, niż coś pożytecznego z nim zrobisz.
-Dlaczego we mnie nie wierzysz?- zrobił minę dziecka, któremu ktoś zabrał lizaka.
-Właśnie dałeś popis swoich zdolności kulinarnych, teraz zostaw mi kuchnię.- odpowiedziałam, choć moje zdolności kulinarne nie były dużo lepsze.
James, ze smutną miną poszedł do siebie.
-No, to ten, przydałby się jakiś sos, może nie kupny- pomyślałam patrząc na stojący z boku gotowiec.- Jakiś olej, cebula… Mięso może jakieś- mruczałam do siebie myszkując po szafkach i lodówce.
W końcu dumna postawiłam wszystko na blacie. Patelnia była na wierzchu, pewnie mój brat wcześniej ją wyjął.
-Więc, do dzieła!- powinęłam rękawy i rozpoczęłam zmagania kuchenne.

***

-Jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaames!!!- krzyknęłam ja tym razem.
Zareagował identycznie tak samo jak ja, ale kiedy wpadł do kuchni, od razu zobaczył gotową obiadokolację na stole.
-Bon Appettit, siadaj, jedz i nie wybrzydzaj, bo na dworze spać będziesz, a ja przejmę twój pokój.- rzuciłam do brata, a sama zaczęłam zmywać wszystkie garnki.
-Wiesz, Alex… Bo te wróżki… To tak bardziej dla ciebie niż dla mnie…
-Namiot jeszcze gdzieś mamy.
-No okey, okey.- mruknął James i zaczął sobie nakładać.- W sumie… To nawet jak wróżka nie wygląda.- powiedział po dokładnych oględzinach makaronu nabitego na widelec, po czym włożył go sobie ostrożnie do buzi.
-I co, żyjesz jeszcze chyba…
-No, niby, ale co to za życie, kiedy na obiad zjadasz bliżejnieokreślone skrzydlate istoty.- uśmiechnął się.- W sumie, to nawet takie złe nie jest.
-No, możesz dzisiaj spać w swoim pokoju.- zaśmiałam się.
-YES!!!- zaśmiał się mój brat.- A gdybyś tak ten, tego, mogła się odwrócić, bo chcę jeszcze ale nie wypada, kiedy się tak na mnie patrzysz.
-Dobra, już dobra.- powiedziałam zadowolona i wróciłam do swoich spraw.

***

CDN.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *