Historia pewnej nastolatki

(moja pierwsza) powieść w odcinkach

Alex #9

Posted By on Lipiec 26, 2015 in Alex | 0 comments

***

Nie mogłam spać. Chciałam usłyszeć, że James wrócił i nic się nie stało. Ten jego kolega wcale mi się nie podobał. Już nawet pomijając to, jak bardzo się upił. Raz widziałam go trzeźwego. Darł się na wszystkich i cały czas miał jakieś dziwaczne pomysły. Siedziałam długo, wrócił dopiero koło pierwszej w nocy.
-James?- zawołałam cicho z mojego pokoju.
-Tak, to ja, już wróciłem- powiedział otwierając moje drzwi.- Czemu jeszcze nie śpisz?
-Spałabym, gdybyś faktycznie wrócił po dziesięciu minutach. Co tak długo robiłeś?
-Odprowadzałem Lewis’a. Zajęło to hm…. Trochę więcej czasu. A teraz śpij już. Mamy jutro nie będzie więc możesz spać do późna i obiecuję, że nie obudzę cię tak jak wczoraj.- uśmiechnął się.-Ale w końcu się odegram za to oszustwo.
-Co? No weź, to był moja zemsta.- powiedziałam udając obrażoną.
-Nie dyskutuj, bo cię obudzę o szóstej.- zaczął się śmiać i cicho wyszedł z mojego pokoju.

***

Cały James, mówi jedno, robi drugie. Już o ósmej wparował do mojego pokoju.
-Wstawaj leniu! Ósma już!- krzyczał nade mną tak, jakby całą aleję chciał zerwać na nogi.
-A twoja obietnica?- jęknęłam przewracając się z boku na bok.
-Obietnice nie obowiązują, jeżeli pod drzwiami stoi chłopak z różami!- powiedział mój brat zadowolony z tego, że udał mu się rym.
-To na pewno nie do mnie, idź i mu pokaż właściwy adres.- rzuciłam, po czym wtuliłam się w poduszkę.
-Jak sobie chcesz. Chociaż wątpię w to, że pomyłką jest podanie twojego pełnego imienia i nazwiska.- stwierdził mój brat po czym wyszedł z mojego pokoju.
„Teraz i tak już nie zasnę” pomyślałam i zaczęłam się ubierać. Dzisiaj już nie było tak ciepło jak wczoraj. Założyłam jeansy, t-shirt i sweter.
-Czy można?- usłyszałam znany mi głos i pukanie do drzwi pokoju.
Szybko się odwróciłam w stronę drzwi i zaniemówiłam. Stał w nich Dan. Z bukietem róż. W garniturze. O co tu chodziło?!
-Co ty tu robisz?- wydukałam nadal nie mogąc się ruszyć.- Skąd ty… Tu…? Jak.. ty się tu znalazłeś…? I to…- pokazałam na bukiet.- Czemu?!
-Wiedziałem że tak zareagujesz.- powiedział ze swoim szelmowskim uśmiechem na twarzy.- To o- wskazał ruchem głowy na kwiaty- jest w ramach podziękowań. No wiesz, za cierpliwość i odprowadzenie mnie do Madison Av.- podał mi róże.- A adres cóż, znalazłem, pytałem się o ciebie wszystkich po kolei, aż znalazłem. I to chyba wszystko, więc już sobie idę.
Stałam jak wryta na środku pokoju z bukietem w ręce. Nie mogłam się ruszyć przez najbliższe kilka minut. Musiałam to wszystko sobie poukładać w głowie. Jak?! Nie mogłam uwierzyć, że ten sam, nieznośny Dan, z wielkim ego, przed chwilą dał mi kwiaty i ubrał się w garnitur! Z tego transu obudził mnie dopiero brat.
-Halo?! Alex, ziemia do ciebie! Mogłabyś mu chociaż podziękować, nastarał się chłopak.- mówił rozbawiony wyjmując mi z rąk róże, po czym wstawił je do wazonu.
-Miałeś z tym coś wspólnego?- zapytałam podejrzliwie.
-Ja?! Skąd?!- powiedział poważnie, ale ja czułam, że nie mówi prawdy.

***

CDN.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *