Historia pewnej nastolatki

(moja pierwsza) powieść w odcinkach

Alex #7

Posted By on Lipiec 23, 2015 in Alex, Bez kategorii | 0 comments

***

Imieniny-nieimieniny udały się świetnie. Wszyscy dobrze wiedzieli, że czuję się zażenowana dostając prezenty, więc dostałam tylko stos ślicznych kartek urodzinowych. James dowiedział się prawdy dopiero kiedy wszyscy poszli do domów, a mama wyszła na spacer z Andy’m. Jak już mu wszystko wyjaśniłam, to gonił mnie aż do East River. Udało mi się uciec tylko dlatego, że częściej chodziłam nad tę rzekę i znałam kilka przesmyków między budynkami. Dopiero kiedy zmęczona usiadłam na murku zauważyłam, że już jest prawie ciemno. Zaczęłam szukać telefonu, żeby powiedzieć mamie gdzie jestem, ale chyba zostawiłam go na łóżku, bo nie mogłam go znaleźć. Stwierdziłam, że skoro i tak już mam zapewnioną awanturę w domu, to się gdzieś przespaceruję na spokojnie. W kieszeni znalazłam jakieś 10 dolarów, więc mogłam sobie pozwolić na coś słodkiego. Przypomniała mi się rozmowa z Asią o wyjeździe do Polski. Jej słowa „da się załatwić” wciąż nie dawały mi spokoju. Jak ona chciała taki wyjazd zorganizować? I czy w ogóle chciała? Co ona miała na myśli mówiąc to?
Tak rozmyślając nawet nie zauważyłam, że weszłam do Dunkin’ Donouts. W sumie miałam ochotę na jakiegoś pączka, więc zamówiłam sobie jednego i zaczęłam wracać do domu.
-Przepraszam- usłyszałam zza pleców.- Szukam Madison Avenue. Czy możesz mi pomóc?
Głos należał do jakiegoś chłopaka. Swoją drogą był podobny do mojego kolegi z klasy- wysoki, blond włosy i szczupła sylwetka.
-W sumie to idę w tę stronę, więc mogę cię nawet zaprowadzić.- uśmiechnęłam się.
-Byłbym bardzo wdzięczny.- powiedział nieznajomy patrząc na mnie z góry. Był ode mnie o głowę wyższy.- Jestem Dan.- wysunął do mnie rękę.
-Alex, miło mi. Swoją drogą, to skąd jesteś?- zapytałam zaciekawiona.
-Z Polski.- uśmiechnął się.- Chociaż pewnie i tak nie wiesz gdzie to jest.
– I tu cię zaskoczę.- zaśmiałam się.- Wiem i nawet nie mylę jej z „Holland”. Poza tym niedawno poznałam koleżankę, która też stamtąd jest.
-No tak, Holland i Poland brzmią zastraszająco podobnie. A jak się nazywa ta twoja koleżanka?- spytał.
-Julka, mieszka niedaleko mnie.
-Julia zwana Asią? To moja kuzynka, mieszkam nad nią, dosłownie.- uśmiechnął się.
-Naprawdę? Nie wspominała mi o tobie.
-Nikomu nie wspomina. Po prostu szczerze mnie nienawidzi.- zaśmiał się.
-Wiesz, zastanawiam się… Skąd się wzięło twoje imię? Imię Dan zawsze wydawało mi się typowo brytyjskie.
-Tak myślałem, że o to zapytasz. Moja mama jest z Wielkiej Brytanii. Przeprowadziła się do Polski kiedy miała 21 lat, a dwa i pół miesiąca temu wszyscy razem przeprowadziliśmy się do Nowego Jorku.
-Czyli twój tata jest rodowitym Polakiem?
-Tak, pochodzi ze Śląska, ale tego gdzie jest Śląsk już na pewno nie wiesz, więc daruję ci nazwy wszystkich krain geograficznych.
-Nie doceniasz moich umiejętności.- uśmiechnęłam się.- Dobrze wiem gdzie jest Śląsk, zarówno jak wiele innych krain, województw i miast.
-Szczerze? Mam spore wątpliwości.-powiedział głosem, który był przesiąknięty ironią.
-Nie dziwię się, że Julka cię nie lubi- przystanęłam.- Mi też już ostro działasz na nerwy.
-To nie ja chwalę się czymś, czego tak naprawdę nie umiem.- powiedział ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
-Więc, skoro jesteś taki mądry na pewno sam trafisz do domu. Jeszcze tylko połowa drogi przed tobą. Na pewno sobie poradzisz bez mojej pomocy.- usiadłam na krawężniku i wyciągnęłam z torebki mojego pączka.
-Jak sobie chcesz.- odwrócił się ode mnie i zaczął iść.
-To nie w tę stronę.- powiedziałam nie odrywając uwagi od swojego jedzenia.
-Przecież dobrze idę.- powiedział szybko zmieniając kierunek.
Siedziałam sobie dalej na krawężniku powoli jedząc. Nie spieszyłam się, wiedziałam, że wróci. Pewnie zdąży przedtem zgubić się trzy razy, ale ja miałam czas. Skończyłam delektować się swoją słodkością po piętnastu minutach. Akurat kiedy otrzepywałam spodnie z okruszków zobaczyłam Dan’a na horyzoncie.
-Już poczułeś skruchę i przyznasz mi w końcu rację?
-Nie? Wróciłem się tylko po coś.
-Jak chcesz. Ja już sobie idę.- rzuciłam kierując się w boczną uliczkę.
Wiedziałam, że za mną idzie, jego ego, które ciągnęło się za nim na przestrzeni dwóch mili nie pozwalało mu na przyznanie, że sobie sam nie radzi. Chciałam mu zrobić na złość, więc zaczęłam przechodzić wąskimi przesmykami, przeskakiwałam przez niektóre małe murki oraz zawracałam znienacka. Trwało to chyba dobre pół godziny i kiedy byłam już pewna, że idzie tuż za mną odwróciłam się szybko i zapytałam.
-Masz już dość?
-Zamknij się- powiedział opierając się zdyszany o ścianę jakiegoś domu.
-Mogę cię zaprowadzić normalną drogą, ale masz przestać być złośliwy.- powiedziałam spokojnie stając przed nim.
-No dobra, dobra, niech ci będzie.- powiedział od niechcenia.
-I tak ci nie wierzę, ale już trudno, moja strata.- powiedziałam i zaczęłam iść w stronę Madison Avenue, która tak naprawdę cały czas była dwie przecznice dalej.

***

CDN.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *