Historia pewnej nastolatki

(moja pierwsza) powieść w odcinkach

Alex #5

Posted By on Lipiec 9, 2015 in Alex, Bez kategorii | 0 comments

***

Tego dnia obudziłam się bardzo wcześnie, więc miałam też bardzo dużo czasu na wyszykowanie się. Uroczystość zakończenia roku była w sumie skupiona na absolwentach, więc spokojnie mogłam się spóźnić, ale wolałam jednak nie zawalić ostatniego dnia w szkole. Uszykowałam sobie stosowne ciuchy, zrobiłam śniadanie, umalowałam się i pełna energii oraz w dobrym humorze poszłam na przystanek.
Autobus był prawie pusty, większość osób na zakończenie zawozili rodzice. Mnie też mogła zawieźć mama, ale chciałam jeszcze później się z Asią spotkać.

***

Tak jak się umówiłyśmy, kiedy cała ceremonia się skończyła i świadectwa zostały rozdane, Julka czekała na mnie pod szkołą.
-Hejka- krzyknęłam i pomachałam do niej kiedy tylko ją zauważyłam.
-Hej Alex- odkrzyknęła wesoło i również mi pomachała.- Idziesz się najpierw przebrać, czy tak idziesz na miasto?
-Jeśli chce ci się na mnie czekać, to chętnie się przebiorę.- uśmiechnęłam się.- Idziemy pieszo, czy łapiemy jakiś autobus?
-Przejdźmy się, to więcej pogadamy.- zdecydowała Asia.
Całą drogę nam się buzie nie zamykały. Okazało się, że Julka, tak samo jak ja, ma starszego brata i słucha bardzo podobnej muzyki do mnie. Kiedy dotarłyśmy do mnie do domu, obie zgodnie stwierdziłyśmy, że przyda nam się po tabletce na gardło i szklance soku.
-Nie boicie się tak Andy’ego zostawiać na podwórku? W końcu jest ono wspólne dla wszystkich lokatorów tego wieżowca.- zapytała zaciekawiona Asia.- My naszego Azora trzymamy w mieszkaniu.
-Na początku się tego trochę obawialiśmy, ale Andy okazał się świetnym ochroniarzem i w sumie wszyscy na tym korzystają. Tylko mieszkańcy wiedzą co zrobić, żeby Andy nie szczekał jak najęty.- uśmiechnęłam się.
-To jest coś takiego?- spytała zaskoczona.
-Tak, te chrupki.- wyciągnęłam z kieszeni kilka i dałam psu.- Poza tym mieszkamy na parterze i ciągle widzimy co się z nim dzieje.
– Cóż, ja mieszkam na 8 piętrze, nie mam takich wygód.- zaśmiałyśmy się.
Kiedy przebrałam się i napisałam na kartce mamie, gdzie i z kim będę, ruszyłyśmy z moim psem do ulubionej kawiarni Julki. Szczerze mówiąc, mieszkając od urodzenia w Nowym Jorku, nigdy tam nie byłam, pomimo iż było to tylko kilometr od mojego domu.
-Zapraszam cię na szarlotkę z lodami.- zaśmiała się Asia wskazując niepozorne drzwi.
-Z chęcią się skuszę.- odpowiedziałam z teatralną elegancją.
Rozbawione weszłyśmy do środka. Co ciekawe, okazało się, że można wprowadzać do środka psy. Było wydzielone dla nich specjalne miejsce na zapleczu, wyglądające jak mini boisko. Same zamówiłyśmy po poleconym przez Julkę cieście i usiadłyśmy tuż przed szybą, tworząc wystawę kawiarni.
-Czy język polski jest trudny?- zapytałam zaciekawiona.
-Trudny, nawet bardzo, ale wydaje mi się, że łatwiejszy od chińskiego.- roześmiała się.- Jeśli chcesz, mogę cię kiedyś nauczyć trochę słówek albo zwrotów.
-Bardzo bym chciała.- uśmiechnęłam się.- Chciałabym też kiedyś polecieć do Polski. Ale nie do stolicy, bo nie chcę zobaczyć kolejnych wieżowców. Chciałabym zobaczyć mniejsze miasto, ze starymi budynkami, z wieloletnią historią…- rozmarzyłam się.
-Da się załatwić.- powiedziała wesoło Jula, ale nie chciała mi wytłumaczyć co miała na myśli.

CDN.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *